Ten, kto wygląda dziś przez okno z jakiegoś zakopiańskiego domu, nie ma za wiele powodów do optymizmu. Różne rzeczy lecą z nieba, nawet jakaś biała ciapa, którą trudno zakwalifikować do konkretnego zjawiska pogodowego. Majowa pogoda pod Giewontem nigdy nie dała się ująć w ramki i reguły. Jednak, to co dzieje się na południu naszego kraju od paru dni dość ostro wybiega poza normy.
W historii „majowych Tatr” pojawiają się jednak wspólne mianowniki – zamiecie śnieżne na Kasprowym Wierchu, mroźne temperatury nie tylko w wysokich partiach, burze z gradobiciem, które od czasu do czasu uśmiercają jakiegoś nieszczęśnika spacerującego, na ten przykład, po Świnicy. Ale chyba najbardziej charakterystyczny element majowej pogody w naszych pięknych Tatrach, to lanie – bywa, że i cały maj. Gdyby tak prześledzić w lekkim skrócie majowe rewelacje w ciągu ostatnich paru lat pod Giewontem i nie tylko, wyglądałoby to mniej, więcej tak :
Nietypowo ciepły maj w górach mieliśmy przyjemność przeżywać w 2007 roku. Od początku tego roku wysokie temperatury w naszym kraju cieszyły spragnionych tropiku turystów i mieszkańców Tatr. Na Kasprowym mieliśmy cieplutko, jak na plaży. Śnieg topniał w zawrotnym tempie. Wydawało się, że to będzie maj bez śniegu na Kasprowym. Ale takie cuda zdarzają się raz na wiele lat, bowiem
Już rok później, w 2008 roku maj w Tatrach różnił się od poprzedniego o 180 stopni. W połowie miesiąca ulewy doprowadziły na podhalańskiej ziemi do podtopień i zmusiły mundurowych do pełnych obrotów na służbie. Rzeki nagle wezbrały po burzach wraz występujących z gradobiciem. A żeby było ciekawiej, pod koniec miesiąca ( 22 ) w górach zaległo 5 centymetrów śniegu, zaś nad Małopolską ( 18 ) przeszła trąba powietrzna.
W 2005 roku na Kasprowym Wierchu mroziło jak się patrzy i zawiewało śniegiem – rzecz jasna, w maju. Rok wcześniej, śniegiem sypnęło „pomajowemu” w Tatrach w drugiej połowie miesiąca. Nie ma potrzeby zaznaczać, iż w Zakopanem panował przenikliwy ziąb – zanotowano 6 stopni Celsiusza ( 22/23 ). W 2003 roku na Kasprowym biały puch leżał sobie na wysokość 2 centymetrów ( 22 ) i nie miał zamiaru znikać.
Ostatnie dwa „maje” dają nieźle popalić pod Giewontem, przysłowie : „W maju jak w gaju” ma się tu jak pięść do oka. Rok temu pod koniec tego uroczego miesiąca ( 28, 29 ) nastała „normalna” zima. W Tatrach mróz, śnieg ( 15 centymetrów białej „kołderki”), ślisko – wszystko, co trzeba w zimie. Dla tubylców, to raczej chleb powszedni, jednak dla przyjezdnych, to wciąż patologia.
I tak powracamy do dnia dzisiejszego. Małopolska pod wodą, za oknem, w Zakopanem śnieg – przynajmniej widzę go w tej chwili na swoim dachu ( w górach pół metra mokrego puchu ). Dziś podano w mediach, iż w potoku Zakopianka znaleziono kolejną ofiarę tegorocznych powodzi – kobieta ok 55 lat.
Jak tak dalej pójdzie, to będziemy mieli – wypisz, wymaluj – powtórkę z 1997 roku! autor izakopane.org